To tutaj jestem. Na nudnym wykładzie,
kiepskim koncercie, w kawiarni, w której
nie można palić. To tu po raz setny
umieram z nudów i cierpię katusze.
Myślę o tobie, mój smukły przyjacielu,
papierosie. O miejscu, w którym
pod rozgwieżdżonym niebem ja
i mnie podobni rozgwieżdżamy
migotliwym żarem mętny mrok.
Myślę o tobie, czerwona latarenko,
rozświetlająca bezkres mętnego mroku.
Myślę o tobie, płonące koło ratunkowe,
rzucone w otchłań mętnego mroku.
Przyzywam cię, przybądź. Tu jestem.
Tutaj się nudzę, tutaj umieram.
Tutaj się spalam.
Klub Absolut twierdzi, że Cię zna.
Potwierdź znajomość.
Koło Różańcowe twierdzi, że Cię zna.
Potwierdź znajomość.
Rzekomo zna mnie także
Seksi Beata. Mamy czterdziestu
wspólnych znajomych, a wszyscy to mężczyźni,
z którymi kiedyś przygodnie piłem wódkę
i uprawiałem poezję.
To były czasy, kiedy pisałem wiersze
i odbywałem ryzykowne pielgrzymki
do miejsc spotkań autorskich.
Klub Niechcianej Książki przypomina światu,
że: publikowałem, redagowałem i wydałem na świat
tomiki poezji, a wszystkie żyją w nędzy.
Klub Niechcianej Książki zaprasza mnie na krucjatę
przeciwko profanom języka i innym barbarzyńcom.
Nie biorę udziału w wyprawach
przeciwko komuś, kto tylko czeka,
żeby mnie poddać
niewyrafinowanym torturom
w dybach języka.
Jestem już niewolnikiem
dziesiątek języków, które czasem potrafią
zranić dotkliwiej niż nóż kuchenny.
Staram się je okiełznać -
pracuję w szkole.
Mam na utrzymaniu
dwie niewirtualne dziewczyny
oraz porwaną sieć
połączeń nerwowych i serce,
co się wyrywa z postronka arytmii.
Dzisiaj byłem pierwszym,
który o 14.44 kliknął na link Korporacji.
I zaproponowano mi bajeczną nagrodę,
pod warunkiem, że pochłonę tysiące
megabajtów cyfrowych śmieci i wyślę
tyle samo esemesów o wskazanej treści.
Koszt esemesa nieznany.
Instytucja, która się tym zajmuje
powinna nazywać się Grobem
Nieznanego Esemesa.
W zamian za tegoż
otrzymuję wirtualny postronek
na wirtualne serce. Ile w nim zmieszczę
przyjaciół? Mam 665 znajomych.
Kim będzie następny?
Właśnie dojrzewam do tego,
że chciałbym poznać Twój profil,
dlatego z nabożnym skupieniem
zbliżam się do monitora.
To tutaj jestem naprawdę? To w jego
błękitnej poświacie odbijam się niczym w lustrze
krystalicznie czystej wody.
Jeśli to gra, jest znacznie piękniejsza
od kapryśnych zachodów słońca nad morzem.
Jeżeli warta jest świeczki,
poszukam zapałek. Jeżeli nie,
od tej pory zawsze będę mieć je przy sobie,
by kiedyś wreszcie odpalić.
Zapraszam do obejrzenia klipu video pt.:
Jak bawi się młodzież, która za długo została w szkole? Strasznie. Polecam uwadze filmik:
Zdanie Cycerona z jego pierwszej mowy przeciw Katylinie w dosłownym tłumaczeniu znaczy: O czasy, o obyczaje! W swej mowie Cyceron zwraca się do Katyliny, który wcześniej usiłował go zamordować. Potępia korupcję i zepsucie obyczajów.
Jest piękny, może być wrześniowy, poranek. Sobota lub wtorek. Tak czy inaczej nigdzie mi się nie spieszy, robię śniadanie, woda radośnie bulgocze w czajniczku. W takich chwilach lubię, gdy telewizor brzęczy za uchem. W telewizji śniadaniowej miła pani z miłym panem rozmawiają o urokach macierzyństwa. Za chwilę ta sama miła pani z innym równie miłym jak poprzedni pan panem śledzą bieżącą prasę i dyskutują o globalnym ociepleniu, wzroście kursu szwajcarskiego franka i grożącym zewsząd krachu finansowym. Potem znowu ciepła jak kluski rozmowa o nowych krojach T-shirtów z kobietą, która kilka dni temu założyła sklep z drogimi ciuchami. I nagle nóż z masłem chce wypaść mi z ręki, czajnik się krztusi, a chleb czerstwieje. Słonko za oknem pokrywa czarna jak smoła chmura, a z lodówki dobywa się chrobot martwego mięsa. Obok miłej pani w telewizorze siedzi teraz mroczny jak Dzień Sądu Ostatecznego Adam Negral Darski. Długa jak noc chwila grozy, gdy myślę, że zaraz poleje się krew (żal mi tej miłej prezenterki popularnej telewizji) ustępuje miejsca bezgranicznemu zdumieniu, gdy dostrzegam w niedalekim pobliżu Andrzeja „Piaska” Piasecznego. Wszyscy radośnie uśmiechają się do mnie z niewielkiego ekranu kuchennego telewizorka i usiłują nakłonić mnie do regularnego oglądania nowego show ze swoim udziałem.
Minęło trochę lat, odkąd zawiesiłem na kołku skórzaną kurtkę i ściąłem długie włosy, ale pamięć mam jeszcze, nie narzekam, niezgorszą. Nie przypominam sobie jednak, by któryś z moich mocno zbuntowanych muzycznych idoli robił coś podobnego, co Nergal. Tymczasem świat musiał dokonać wielkiej wolty, bo lider heavy metalowego Behemota, któremu podczas koncertów Biblia pali się w dłoniach, próbuje nawracać rzesze wiernych „You can Dance” i „Mam talent”, miliony wyznawców Mostowiaków, Boskich i Lubiczów na „Voice of Poland”. Szatański to plan, zaprawdę! Potrafiłem jeszcze zrozumieć, dlaczego spotyka się z Dodą – wszak mówią ludowe przysłowia: „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”! Ale Doda to pikuś. Nosić będę długo w pamięci to, jak uroczo zamartwiała się chorobą ukochanego i woziła do szpitala gorący rosołek, by przywrócić Złu zdrowie. I doczekała się! Adam wrócił do żywych, bynajmniej nie w skórze zombi, chociaż to, co uczynił królowej popu, było bestialskie. Nie dość, że posłał ją do samego diabła, to jeszcze wyczarował sobie klona uroczej Doroty! Atutem nowej partnerki Nergala nie jest uderzające podobieństwo do Dody, ale to, że studiuje filozofię: Nietzschego i Shopenhauera! Nie mam więcej pytań.
Mili czytelnicy. To, że pan Darski jest emisariuszem Sił Brudnych, to chyba jasne. To, że ktoś pozwala się takiemu nieświeżemu emisariuszowi pokazywać publicznie i w telewizji, to jednak poważne uchybienie. Trudno bowiem spodziewać się, by ów nie poplamił krzeseł, foteli czy kanap, na których się rozsiadł w swym nieczystym odzieniu. Telewizja została skażona. Nie oglądajcie jej więcej. Wracajcie do książek! Zapowiadam Wam sprawdzian ze starożytności.
Pan, panie Lekszecki, niech nas już nie obciąża
swoimi życiami. To nie jest gra, tu nie ma kodów
na pana nieśmiertelność. Panu wystarczy dwójka
potomstwa, niech sobie pan da na wstrzymanie.
My wiemy: nie jest pan jeszcze zbyt starym
belfrem/człowiekiem (niepotrzebnych skreślić).
Tym lepiej, może pan nas zrozumie.
Po co panu rodzina, telefon, bilingi? Pan nie rozmawia.
Pan snuje refleksje, a my mamy refluks. Pan się nie zna
na liczbach. Pana rachunki są śmiesznie niskie, a my tu,
pan zobaczy, wolimy wysokich. Czy pan widzi cokolwiek
przez te mgliste szkiełka? Pan, by go do czegoś porównać,
jest niczym krzaczek agrestu (pan drapie), albo niczym wierzba,
w obydwu przypadkach ze wskazaniem na: „niczym”.
No, tylko niech pan znowu nie płacze. Z tą wierzbą
przesadziliśmy. To pana trzeba przesadzić. Pana całe życie
to ten komputer, edytor tekstu i FIFA (to jeszcze można
zrozumieć), ale pan jest taki leworęczny, że nawet w pana
wierszach czuć mańkuctwo. Nie, żebyśmy coś mieli przeciwko
mańkutom, ale pana wiersze są nieczytelne, pan musi to pojąć,
wolelibyśmy, żeby nasze dzieci nie musiały się w nich
niczego doczytywać. Znamy paru literatów, mają się dobrze
z tymi, zawsze do połowy pustymi, literatkami. A jednak potrafią
wykonać proste czynności: wykręcić żarówkę, zmienić bezpiecznik.
A pan jest taki niebezpieczny. Jak kamikadze. A my cenimy tu życie.
I taki nieporadny. Pana rady są zwykle nietrafione. Jak pan
z taką intuicją dokądkolwiek trafia, panie Lekszański?
Dokąd pan zmierza? Nam z panem nie jest po drodze. Pan raczej
odchodzi niż idzie. Pan nie nadąża. Pan nadciąga. Jak grad
albo burza. W którą stronę pan patrzy? Dlaczego zawsze za siebie?
Tam nikogo już nie ma. Panu się tylko wydaje, a Eurydykę i tak
dawno szlag trafił, o ile to prawda, że kiedykolwiek szła
tam za panem. I co panu z jego znajomości? Mickiewicz, Gombrowicz
czy Miłosz, oni, proszę pana, o ile dobrze go zrozumieliśmy,
nie żyją. Kopnęli w kalendarz. Odwalili kitę. Przeszli na drugą
stronę mocy. Pan pójdzie lepiej w ich ślady, panie Lekszycki.
Tu od dłuższego czasu nie wiało i flauta. Wiatr pewnie ich jeszcze
nie zatarł.
Mieszkańcy Państwa Środka uważają,
że dobre jedzenie to idealne lekarstwo
na większość chorób. W Chinach podstawą
diety jest ryż, czyli fan - synonim posiłku.
Są jeszcze cai - anielskie warzywa i boskie
owoce, które chłodzą organizm i gaszą pożar
łaknienia. Są one zgodne z żeńskim pierwiastkiem
jin. Męskiemu jang odpowiadają: diablo
rozgrzewające czerwone mięso, potrawy ostre
oraz smażone. Zatem zadbaj o ich proporcje
i równowagę, kiedy będziesz układać jadłospis,
a będzie ci się żyć łatwiej i raczej nie trafisz
na piekło zgagi lub niestrawności. Pamiętaj również
o pięciu smakach: słodkim, kwaśnym i gorzkim,
oraz słonym i cierpkim. Między nimi także zachowaj
harmonię, a niebo w gębie mieć będziesz zawsze.
Poezja na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim po roku 1989 doczekała się szerokiego opracowania i rzetelnej analizy krytycznoliterackiej pióra Magdaleny Boczkowskiej. Polecam książkę jej autorstwa: Codzienność, wyobraźnia, metafizyka. Poezja na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim po roku 1989. Książka Boczkowskiej ma - zdaniem Mariana Kisiela - "swój krytycznoliteracki nerw, a jednocześnie spełnia wszelkie normy opisu obiektywnego [...] W poszczególnych szkicach o poetach (Paweł Barański, Wojciech Brzoska, Ryszard Chłopek, Paweł Lekszycki, Paweł Sarna - przypisek mój) Autorka z wielką uwagą i wrażliwością skupia się na metaforze, frazie poetyckiej, dykcji. Ta stopniowalność - od fragmentu do syntezy - sprzyja generalnemu tokowi interpretacji". Agnieszka Nęcka natomiast uważa, że "Magdalena Boczkowska udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że młodzi reprezentanci śląsko-zagłębiowskiej poezji nie funkcjonują w ramach getta, ale że - zyskawszy uznanie na arenie ogólnopolskiej - są synonimem pozytywnie pojmowanej dzikości, świeżości, zaś ich nazwiska sygnują wiersze wysokiej próby". Zachęcam do lektury (mam nadzieję, że książka jest dostępna w "dobrych księgarniach";-)

czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 64 996 (wersja testowa)
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
belferskie komentarze do wydarzeń kulturalnych oraz książek poetyckich autorów młodych i najmłodszych a także zdystansowane wobec autora noty o ich autorze.

Paweł Lekszycki, ur. 1976. Poeta, krytyk literacki, belfer. Publikował w "Arkadii", "Frazie", "Kwartalniku Artystycznym", "Kartkach", "Pro Arte", "Studium", "Kresach", "Akcencie", "HA!arcie", "Nowym wieku", "Toposie" i "Nowej Polszy". Autor książek poetyckich: "Ten i Tamten" (wraz z Pawłem Sarną, Bydgoszcz 2000), "wiersze przygodowe i dokumentalne" (Białystok 2001), "pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie" (Kraków 2005) i "Wiersze przebrane (Katowice 2010). Tłumaczony na języki: czeski, słowacki, słoweński, rosyjski, niemiecki i angielski.